Miesiąc temu po raz kolejny powrócił temat zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce. Do Trybunały Konstytucyjnego, który od poprzedniej kadencji parlamenty pozostaje organem upolitycznionym, a na jego czele stoi mgr Julia Przyłębska pozostająca w bardzo przyjaznych stosunkach z prezesem partii rządzącej Jarosławem Kaczyńskim, trafił wniosek o sprawdzenie zgodności z konstytucją przesłanki embriopatologicznej. A orzekać w tej sprawie będą znani ze swoich kontrowersyjnych i atakujących kobiety wypowiedzi sędziowie TK, m.in. Krystyna Pawłowicz.

Czym jest ta przesłanka embriopatologiczna, nazywana BŁĘDNIE uegeniczną? Umożliwia ona przerwanie ciąży w przypadku „gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Zaistnienie tej przesłanki to najczęściej występujący powód, dla którego Polki decydują się na aborcję. Jeśli więc przesłanka embriopatologiczna zostanie uznana za niekonstytucyjną i zostanie usunięta z obowiązującej od 1993 roku ustawy, będzie to w praktyce oznaczało, że aborcja w Polsce zostanie zdelegalizowana.


Zobacz także: NFZ uruchomił infolinię, gdzie informuje, w którym szpitalu można dokonać legalnej aborcji. Polki mają mieszane uczucia
 

To koniec legalnej aborcji w Polsce? 22 października Trybunał Konstytucyjny wyda wyrok w tej sprawie

Jedynym wyjściem pozostanie aborcja ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia kobiety lub gdy ciąża będzie wynikim czynu zabronionego, a mianowicie gwałtu bądź czynu kazirodczego. W tych sytuacjach problem staje się o wiele poważniejszy, ponieważ lekarze – często powołujący się też na klauzulę sumienia – odwlekają przeprowadzenie aborcji do momentu, gdy zabieg nie będzie mógł zostać przeprowadzony legalnie. Także prokuratura, która może stwierdzić zaistnienie wyżej wspomnianego czynu zabronionego, niechętnie wydaje takie zaświadczenia.

Choć 78% Polek i Polaków uważa, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji w takich przypadkach, jak ciężka wada płodu, brak organów wewnętrznych oraz gdy ryzyko urodzenia dziecka wiąże się z minimalnymi szansami na jego przeżycie lub skazaniem go na ogromne cierpienie, środowiska pro-life, mające duże wsparcie wśród rządzących, od lat próbują przeforsować swoje postulaty.


Zobacz także: Nastolatka w Górowie Iławeckim przerwała ciążę. Aborcyjny Dream Team: przerwanie własnej ciąży jest legalne
 

#WyrokNaKobiety, czyli rządzący wykorzystują pandemię koronawirusa, by zdelegalizować aborcję

Z kolei władza bez skrupułów wykorzystuje obecną sytuację, czyli szalejącą pandemią koronawirusa, próbując wymusi wręcz na organie konstytucyjnym stanowisko w tej sprawie. Stąd po raz kolejny fala protestów. Ciężko protestować na ulicy, kiedy zgromadzenia publiczne ograniczone są do 10 osób w strefie czerwonej, a do 25 w strefie żółtej, ale wściekłe Polki radzą sobie w inny sposób.

Przedwczoraj w wielu miastach miały miejsca protesty samochodowej, natomiast od kilku dni w mediach społecznościowych można natknąć się na zdjęcia, na których kobiety (ale nie tylko!) w różnym wieku pozują z napisem „Powiedz komuś”. To inicjatywa mająca na celu okazanie sprzeciwu wobec działaniom Prawa i Sprawiedliwości, Ordo Iuris, a także uświadomienie, że w obliczu pandemii COVID-19 możemy zostać pozbawieni prawa do decydowaniu o swoim życiu.

W akcji udział biorą posłanki z obozu Lewicy, m.in. Magdalena Biejat i Marcelina Zawisza, modelka i aktywistka Anja Rubik, a także tysiące innych Polek. Aby dołączyć do wyzwania można zrobić to samo i nominować na Instagramie inne osoby, by dzieliły się swoimi zdjęciami opisanymi hasztagiem #WyrokNaKobiety, lub powiedzieć o akcji przynajmniej jednej osobie w realu. Można też rozwieszać plakaty Czasu nie pozostało zbyt wiele. Wyrok trybunału Konstytucyjnego ma zapaść 22 października, czyli już jutro.


Zobacz także: Odmowa dostępu do legalnej aborcji jest torturą. Tak twierdzi ONZ