Jennifer Grey wychodzi z kąta

Rola Baby Houseman w filmowym hicie „Dirty Dancing” z 1987 roku przyniosła jej międzynarodową sławę. „Wirujący seks” – bo tak przetłumaczono tytuł filmu w Polsce – zdobył serca widzek i widzów na całym świecie, a w Stanach Zjednoczonych zrobił istną furorę.

Po „Dirty Dancing” stałam się ulubienicą Ameryki, co – jak można by sądzić – powinno otworzyć mi drzwi do spełnienia wszystkich moich marzeń i nadziei  – pisze odtwórczyni roli Baby.

Niestety rzeczywistość napisała zupełnie inny scenariusz. Wbrew oczekiwaniom Jennifer Grey na dekady znikła z ekranów. Co poszło nie tak? 

Między innymi ten wątek porusza 62-letnia dziś aktorka w swojej biografii, która 3 maja trafi do amerykańskich księgarń. Książka ma tytuł „Out of the Corner" („Wyjście z kąta”), co jest otwartym nawiązaniem do słynnej kwestii z „Dirty Dancing” wypowiedzianej przez jej ekranowego partnera: „Nikt nie będzie stawiał Baby do kąta!". To swego rodzaju manifest autorki, która – jak twierdzi – przez lata samą siebie ustawiała w rogu

„Nosmageddon” Jennifer Grey

Wśród licznych powodów takiego obrotu spraw była – jak twierdzi Jennifer Grey – jej oryginalna uroda. Po sukcesie „Dirty Dancing” ludzie z branży filmowej wprost pytali ją, jak to możliwe, że dostała angaż z „takim nosem”. Przekonywali, że jeśli „czegoś z nim nie zrobi”, nie ma szansy na nowe role.

Mój „problem” tak naprawdę nie był dla mnie problemem, ale ponieważ wydawał się problemem dla innych ludzi i nie zamierzał zniknąć w najbliższym czasie, stał się również moim problemem – pisze aktorka. 

By wpasować się w hollywoodzkie standardy piękna, po konsultacji z matką i trzema chirurgami plastycznymi, Grey zdecydowała się na zabieg. Jak opowiada, ten nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, w związku z czym przeszła jeszcze jedną operację, mającą na celu skorygowanie nieprawidłowości. Finalny efekt – przyznaje Jennifer – odmienił jej życie. Niestety na niekorzyść. 

Z dnia na dzień straciłam tożsamość i karierę – wyznaje 62-letnia dziś gwiazda. I żartuje, że spotkał ją „nosmageddon”.

Całkiem już serio aktorka wspomina, że po rynoplastyce stała się niewidoczna, ludzie, których znała od lat, przestali ją poznawać. Również fanki i fani nie byli w stanie zobaczyć w niej gwiazdy „Dirty Dancing”, którą pokochali. Operacja mająca popchnąć jej karierę do przodu sprawiła, że Jennifer przestała przypominać samą siebie i przestała istnieć w świecie kina. 35 lat po premierze kultowego filmu i 13 lat po śmierci Patricka Swayzego aktorka udowadnia jednak, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.

Jennifer Grey pracuje nad kontynuacją  „Dirty Dancing”

W swojej biografii Grey podkreśla, że nigdy nie czuła się tak wolna jak dzisiaj. W lipcu 2020 roku poinformowała na Instagramie, że po 19 latach małżeństwa rozwodzi się z Clarkiem Greggiem.

Zobacz także:

Szczerze wierzę, że druga połowa życia kobiety to ta lepsza połowa – napisała w swych wspomnieniach.

Przy okazji ogłosiła radosną wiadomość dla wielbicielek i wielbicieli „Wirującego seksu”: prace nad długo zapowiadaną kontynuacją przeboju trwają. 

To wszystko było jak uderzenie piorunem. Stało się nagle i było tak piękne, że nie da się tego opisać. Dlatego  pracujemy nad kontynuacją filmu. Razem ze studiem Lionsgate dopracowujemy  scenariusz – zaanonsowała gwiazda. 

Jak myślicie, kto zagra nową Baby we współczesnej odsłonie tej „baśni, która korzysta z tańca jako metafory ucieleśnienia energii, wyjścia z pułapek umysłu i ograniczających nas systemów przekonań”? 20-letnia córka Jennifer Grey, Stella Gregg poszła w ślady zawodowe matki, więc kto wie – może ona?