Mówi się, że to największe targowisko próżności branży mody. Przepych gra tu pierwsze skrzypce, choć sama idea jest całkiem szczytna – każda edycja inauguruje otwarcie wystawy w Metropolitan Museum of Art, a cały dochód z niej przekazywany jest tej instytucji. I trzeba przyznać, że rzadko która impreza ma taką moc przyciągania. Tyle gwiazd nie pojawiło się w tym roku nawet na Oscarach! Ale magia Met Gali trwa i co roku w pierwszy poniedziałek maja na schodach MET pojawiają się tłumy prawdziwych gwiazd, celebrytów, projektantów i modelek. Bo jeżeli jesteś właśnie na topie, wypada po prostu tam być.

Met Gala 2018: Wiemy, dlaczego Beyoncé nie pojawiła się na gali >>>


Met Gala 2018: Kiedy moda spotyka religię

Śmiało można powiedzieć, że tym razem gwiazdy nareszcie potraktowały motyw przewodni gali całkiem serio. Po ubiegłorocznym Met Ball pozostał pewien niedosyt – niewiele znanych osób postanowiło zmierzyć się z modą Rei Kawakubo (wówczas tytuł wystawy brzmiał „Rei Kawakubo/Comme des Garçons). Nie należy ona bowiem do najłatwiejszych i po prostu trzeba umieć ją nosić.

Temat tegorocznej Met Gali okazał się więc dla znanych i lubianych dosyć wdzięczny i prosty w interpretacji. Nie wymagał bowiem przebierania się od stóp do głów, ale przemycenia pewnych symboli w niewielkich detalach – nadrukach, biżuterii czy ozdobach na głowę. Impreza zainaugurowała wystawę „Heavenly Bodies: Fashion and the Catholic Imagination”, dlatego czerwony dywan pełen był nawiązań do religii, kultury chrześcijańskiej i insygniów kościelnych.

Met Gala 2018: Pary, które zadebiutowały na czerwonym dywanie >>>


Met Gala 2018: Najlepsze i najgorsze stylizacje gwiazd

I tu pojawia się problem. Internauci oraz zagraniczne media podzielili się na dwa obozy. Jedni za najsłabsze kreacje uważają te, niedopasowane tematycznie. Inni zaś te zbyt przesadnie traktujące motyw przewodni. Nie brak komentarzy, że w wielu z nich znieważono symbole religijne.

O tytuł królowej balu walczyło więc wczoraj wieczorem kilka gwiazd. Rihanna, która była jedną z gospodyń Met Gali 2018, przebrała się za... papieża. I jeśli myśleliście, że to najbardziej kreatywny strój, spójrzcie tylko na to, co wymyśliła Katy Perry. To prawdziwy odlot! Wokalistka przyszła na bal z wielkimi skrzydłami zawieszonymi na ramionach. Zaszalała także Madonna (która zresztą już lata temu opanowała do perfekcji łączenie na scenie muzyki, mody i religii), ciężarna Cardi B postawiła na przepych, a Sarah Jessica Parker? Jak to ona – pokazała, że wciąż potrafi bawić się strojem. Przez wielu została jednak uznana za jedną z najgorzej ubranych gwiazd (niestety w połączeniu z niebieskim makijażem rzeczywiście wygląda mało korzystnie). Spektakularny projekt Dolce & Gabbana przerósł aktorkę. Co ciekawe, tylko zaledwie kilka osób na czerwonym dywanie pojawiło się w kreacjach z metką włoskiego domu mody. Wcześniej spekulowano, że to właśnie słynny duet zdominuje imprezę. W końcu w ich kolekcjach nie brakuje nawiązań do Kościoła czy tradycji chrześcijańskiej. Tym razem jednak musieli oddać pierwszeństwo innej gospodyni Met Gali, Donatelli Versace.
 

Met Gala 2018: Gwiazdy w kreacjach Versace

Wczoraj wieczorem na czerwonym dywanie można było wyróżnić cztery kategorie stylizacji. Te najbardziej ekstrawaganckie, te do przesady nudne (naszym zdaniem ktoś musiał zmusić Lily Aldridge żeby wybrała taką kreację), całe złote i... z metką Versace. Donatella mogła bowiem pochwalić się wczoraj prawdziwie gwiazdorską reprezentacją swojego domu mody. Kreacja jej autorstwa, w której pojawiła się Blake Lively okrzyknięta została jedną z najpiękniejszych. Wspomniana już Katy Perry zrobiła wokół siebie spore zamieszanie, a Kim Kardashian wyglądała jak posąg, za to modelki Irina Shayk, Gigi Hadid, Cindy Crawford i Gisele Bündchen - jak miliony dolarów. SZA i Zendaya dzięki Donatelli mogły pochwalić się za to jednymi z najbardziej oryginalnych sukni wieczorowych.
 

Zobacz także: Met Gala 2018: najpiękniejsze (i najdziwniejsze) makijaże i fryzury gwiazd >>>