Nicole była jedną z trzech finalistek 10. edycji programu „Top Model”. Choć nie wygrała, to jest przekonana, że chce związać się z modelingiem. Dzieli się z nami także wspomnieniami i doświadczeniami z udziału w show.

Twoja mama jest Polką, tata pochodzi z Kamerunu, a ty wychowałaś się we włoskiej Maceracie. Gdzie czujesz się najbardziej u siebie?

Uwielbiam Włochy, mam stamtąd piękne wspomnienia z dzieciństwa. I temperament też mam chyba bardziej włoski (śmiech). Kiedy jestem w Polsce, widzę te różnicę.

We Włoszech ludzie są bardziej uśmiechnięci, otwarci, idziesz do baru i zaraz ktoś cię zagaduje, co tu się raczej nie zdarza. Ale może to kwestia polskiej pogody i braku słońca. Z drugiej strony, Polska kojarzy mi się z wakacjami, bo odkąd skończyłam pół roku, spędzałam tu każde lato u babci ze strony mamy. Nie lubię też mówić o sobie, że jestem tylko Polką albo Włoszką. W Polsce chwalę Włochy, we Włoszech Polskę. Taka jestem i cieszę się z tego.

A dlaczego zgłosiłaś się do programu w Polsce?

We Włoszech był tylko jeden sezon „Top Model”, wiele lat temu. Ale od dawna byłam wielką fanką „America’s Next Top Model”. Wiedziałam, że w Polsce też jest ten program i w końcu ciocia mnie namówiła, powiedziała, że to ostatnia edycja, więc pomyślałam, że teraz albo nigdy. To było dość skomplikowane, bo miałam w tym czasie maturę. 6 czerwca byłam w Polsce na castingu, siedziałam tam z książkami do biologii, a dwa dni później zdawałam egzamin.

I dostałaś się do programu. Jak wspominasz pobyt w domu modeli i modelek?

Zobacz także:

To było dziwne uczucie oglądać siebie w telewizji, bo my tam po prostu żyliśmy, mieszkaliśmy w tym domu przez miesiąc, przeżywaliśmy różne wesołe i smutne momenty. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo bałam się rywalizacji, zazdrości, zwłaszcza ze strony innych dziewczyn. Wiadomo, że każdy chce wygrać, dostać się do finału. Ale przy tym wspieraliśmy się nawzajem i bardzo sobie pomagaliśmy. Dla mnie najtrudniejsza była tęsknota za bliskimi. Więc w odcinku, gdy okazało się, że przyjechały nasze rodziny, bardzo się wzruszyłam. Gdy zobaczyłam mamę, popłakałam się i wtedy naprawdę poczułam, jak bardzo mi jej brakowało.

W programie czekało na was wiele wyzwań, trudnych zadań. Które z nich było dla ciebie najbardziej wymagające?

Najbardziej stresująca była chyba naga sesja. Nigdy tego wcześniej nie robiłam. Ale dostałam pochwały od jurorów. Bardzo pomogły mi też pani fotograf i Joanna Krupa, dostałam od nich wiele wsparcia i na pewno czułam się bardziej komfortowo dzięki temu, że były tam same kobiety.

A jurorzy? Na panelach często wydawałaś się zaskoczona, a nawet lekko skrępowana, gdy cię chwalili.

Wszystkie panele były dla mnie jedną wielką niewiadomą. Miałam wrażenie, że sesja poszła mi dobrze, a od jurorów słyszałam, że mogłam dać więcej z siebie. Albo miałam niedosyt, a mnie chwalili. Wiem, że oni są tam po to, by nas oceniać. Najlepiej wspominam Kasię Sokołowską i Marcina. Kasia jest bardzo bezpośrednia. Gdy nam doradzała, robiła to z serca i mówiła wprost, co myśli. A Marcin, nawet, gdy nie do końca był zadowolony z mojej pracy, to mówił to delikatnie, np. że to nie jest jego ulubione zdjęcie. Nigdy nie był wobec mnie niemiły. Każdy juror ma swojego ulubieńca i każdy uczestnik może mieć z nim inną relację.

Dla mnie przejmujący był moment, gdy podzieliłaś się swoim doświadczeniem zaburzeń odżywiania.

Gdy obejrzałam ten odcinek, miałam lekkie zwątpienie, czemu to powiedziałam. W programie wszystko dzieje się szybko. Ale cieszę się, bo dostałam bardzo pozytywne reakcje ze strony widzów, dużo dziewczyn pisze mi wiadomości, że miały lub mają ten sam problem, pytają o pomoc, jak sobie z tym poradziłam. Sporo osób mi gratuluje, że miałam odwagę o tym powiedzieć. Mam nadzieję, że rzeczywiście mogłam komuś pomóc.

Pewnie wiele i wielu, oglądając ten program, myśli, że są tam same ładne osoby bez kompleksów i problemów. A w rzeczywistości wcale tak nie jest.

Na Instagramie obserwuje cię już ponad 65 tysięcy osób. Jak sobie radzisz z takim nagłym zainteresowaniem twoją osobą?

Od dziecka mam świadomość, że ludzie zwracają uwagę na to, jak wyglądam, że się wyróżniam, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że się podobam. Kiedy byłam młodsza, bardziej się przejmowałam tym, że ludzie się na mnie patrzą. Później zaczęłam myśleć, że robią to z ciekawości, że to nie musi być nic złego. Teraz wiem, że się patrzą, bo mnie rozpoznają. Jeszcze trudno mi się z tym oswoić, mam wrażenie, że przecież byłam tylko w programie, nic takiego nie zrobiłam. Ale rzeczywiście dużo osób mnie prosi o zdjęcie, wczoraj w centrum handlowym chłopak chciał mieć ze mną selfie, innym razem zostałam poproszona o autograf i nie wiedziałam, o co chodzi, bo nie znałam tego słowa. Już po pierwszym castingu w Zielonej Górze ludzie mnie zatrzymywali i chcieli zrobić sobie ze mną zdjęcie, pogadać, tak jakbyśmy się znali. To jest miłe, ale czasem czuję lekki niepokój, gdy obce dziewczyny zachowują się, jakbym była ich przyjaciółką, a chłopaki, jakbym była ich dziewczyną. Wiem też, że pewnie część tych osób mnie zaczepia, bo jestem Nicole z „Top Model”, a nie dlatego, że chcą mnie poznać, więc staram się być ostrożna.

Jakie masz plany na najbliższy czas?

Myślę o przeprowadzce do Warszawy. Odkąd poznałam mojego chłopaka, mam jeszcze większą motywację, żeby tu zostać. Chciałabym teraz skupić się na modelingu. Od dziecka marzyłam, by być dziennikarką sportową i zawsze myślałam o studiach, ale nie jestem jeszcze gotowa, by studiować w Polsce, nie czuję się zbyt pewnie z językiem. Ale wiem też, że to nie ucieknie. Na wszystko przyjdzie odpowiedni moment.