Zofia Zborowska jest jedną z najpopularniejszych polskich influencerek, które media społecznościowe wykorzystują w słusznej sprawie. 35-letnia aktorka, która w ubiegłym roku została mamą Nadziei, przez całą ciążę i czas po porodzie szczerze pokazywała swoje zmieniające się w wyniku naturalnych procesów ciało. Bez zmrużenia okiem przyznała, że w czasie ciąży przytyła 20 kg i choć teraz wyciska siódme poty na treningach z Anną Lewandowskich, nie zamierza zakrzywiać rzeczywistości.

Zofia Zborowska o kompleksach i samoakceptacji

Gwiazda, która obecnie przebywa z mężem Andrzejem Wroną na Majorce, opublikowała na Instagramie fotografię w stroju kąpielowym, z córeczką na rękach. I podzieliła się pozornie mało istotnym zdarzeniem, które skłoniło ją do przemyśleń na temat opresyjnych, krzywdzących standardów piękna, siedzących w naszych głowach mimo zataczającego coraz szersze kręgi ruchu body positive. Opowiedziała, że zdenerwowała się na męża, gdy  ten udostępnił jedno z ich prywatnych nagrań znajomym. Szybko zdała sobie sprawę z niedorzeczności sytuacji.

Zobaczyłam, że Andrzej wrzucił na Instagram (dla bliskich znajomych) wideo ze mną i Nadzią. Takie zwykłe. Ja w szortach, leżę na leżaku, młoda siedzi na mnie. Filmik powstał pod iście marnym dla mnie kątem. Nie dość, że uwydatniając moje pełne kształty, to jeszcze pokazując ich „niedoskonałą” fakturę. Jak to zobaczyłam, to aż się zagotowałam. „Serio? Dlaczego to wstawiłeś? Nakręciłeś mnie pod najgorszym kątem” — opowiada Zborowska.

Na szczęście, podkreśla influencerka, dość szybko „otrzeźwiała” i zrozumiała, gdzie jest prawdziwy problem. Opisuje dalej:

Andrzej w szoku, mówi: „ale to tylko na bliskich”, ja znowu: „a jakie to ma znaczenie...” i mówiąc to, zdałam sobie sprawę z absurdu tej sytuacji. No właśnie jakie to k*rwa mać ma znaczenie!? Poczułam się serio jak idiotka. I już po chwili dałam mu buziaka. „Nie jesteś już zła?”. Jestem... ale na siebie za to, że tak zareagowałam - wyznała.

Zofia odwołała się do książki, którą właśnie czyta, i przyznała, że lektura przypomina jej o tym, w jak podstępnej kulturze funkcjonujemy. Podkreśliła, że choć kompleksy wciąż dochodzą do głosu, nie możemy poddawać się terrorowi jakichś wyśrubowanych „ideałów”. Nie tędy wiedzie droga do bycia szczęśliwą i spełnioną.

Czytam teraz ciekawą książkę „Obsesja piękna” i serio zaczyna mi coś klikać w głowie. Jakoś tak inaczej niż zwykle. Oczywiście, że nadal mam kompleksy, ale nie mam zamiaru w związku z tym się ukrywać albo przerabiać zdjęcia i np. wygładzać sobie tyłek. Normalizujmy nasze ciałka. Rozstępy, wałeczki, pryszcze czy pomarańczowa skórka to coś absolutnie normalnego. Trochę śmieszy, a trochę smuci mnie fakt, że jeszcze kilka miesięcy temu bałabym się wrzucić taką fotkę – skwitowała gwiazda.

Możemy tylko przyklasnąć. Nigdy dość takich komunikatów.