Książka Tary Westover „Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” to lektura, która w głowach na bardzo długo. Jej autorka, dzisiaj z tytułem doktora, edukację rozpoczęła dopiero jako nastolatka. Wcześniej wmawiano jej, że tego, co przyda jej się w życiu, można nauczyć się w domu. Takie podejście mieli jej rodzice, mormoni. A zwłaszcza ojciec, którego podejście do wychowania dzieci miało wydźwięk mocno patriarchalny, natomiast stosunek wobec wiary ociekał fanatyzmem. Na szczęście Tara podjęła ryzyko i zawalczyła o to, co przysługuje każdemu z nas, choć nie każdy z nas potrafi to docenić. Książka „Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” została uznana przez Billa Gatesa jedną z najlepszych 2018 roku. Trafiła także do naszego Klubu książkowego Glamour, co oznacza, że mieliście okazję ją zrecenzować. Jakie są Wasze opinie? Oto one! 

Recenzja Anny 

Na samym początku, w słowach wstępu od autorki możemy przeczytać, że nie jest to książka o mormonizmie, ani o żadnym innym wyznaniu. Moim zdaniem, mimo wszystko jest ona o tym, jak narzucony światopogląd może ograniczyć rozwój, a nawet pozycję kobiety w społeczeństwie.

Tara Westover pokazuje i udowadnia, że wychowywanie się gdzieś w odległych górach Idaho na złomowisku ojca wcale nie przekreśla późniejszej kariery naukowej i zdobycia tytułu doktora historii Uniwersytetu Cambridge oraz ukończenia po drodze z wyróżnieniem Brigham Young University. Jako najmłodsza z rodzeństwa, po latach niewystarczającej edukacji domowej zdecydowała się w końcu na zdawanie egzaminów do college’u. Autorka pokazuje, że zdobycie upragnionego celu wcale nie jest usłane różami i potrzeba wielu wyrzeczeń, żeby znaleźć się na szczycie. 

Sama książka jest nie tylko o tytułowym uwolnieniu, ale także o walce o siebie, swoim rozwoju i godności. Nawet, jeśli ceną będzie utrata relacji z rodziną i najbliższymi. Wielokrotne poniżenia psychiczne i fizyczne ze strony brata, czy wyzwiska od “ladacznic” za podwinięte rękawy to tylko niektóre z elementów codzienności Tary w domu rodzinnym. Tolerowanie takich zachowań to tylko zaognianie i dawanie przyzwoleń na dalsze bezpodstawne wyzwiska i przemoc. Dziewczyna, a już właściwie dorosła kobieta uświadomiła sobie w końcu, że dłużej nie może tak funkcjonować. Że czas zacząć żyć normalnie, a nie wciąż pod doktryną ideologii, którą ślepo wyznaje jej rodzina. 

Książka stała się dla mnie pewnego rodzaju inspiracją i potwierdzeniem, że wszystko jest możliwe, a jedynym warunkiem jest chęć zmiany i wiara w przekonanie, że to, co robimy ma sens. Mimo, że wcale nie jest to książka feministyczna, to właśnie taki wydźwięk po sobie pozostawia. Uczy, że nigdy nie zostajemy sami z naszymi problemami i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie nam pomóc. Tak zwyczajnie i bezinteresownie. W końcu nie żyjemy na bezludnej wyspie, tylko w społeczeństwie, gdzie każdy człowiek jest ważny. Uważam, że kobiety na całym świecie powinny ją przeczytać i wyciągnąć wnioski z historii, jaka przydarzyła się Tarze.

Zobacz także: Klub książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały „Miasto dziewcząt” autorstwa Elizabeth Gilbert

Recenzja Kasi

Jeden z rzymskich filozofów powiedział „Tylko ludzie wykształceni są wolni”. Te słowa będą idealne, aby rozpocząć opis mojej refleksji po przeczytaniu „Uwolnionej”.

Jest to autobiografia autorki  (kobiety wychowanej w religijnej, mormońskiej rodzinie), która do siedemnastego roku życia nie uczęszczała do szkoły. Tara Westover urodziła się w 1986 na przełomie września i października. Nikt z jej bliskich nie potrafi podać dokładnej daty - dziewczynka otrzymała akt urodzenia w wieku kilku lat, podając wybraną przez siebie datę. Ojciec uważał, że miejsce kobiety jest w domu. Pieniądze są wytworem szatana. Służba zdrowia, jak i edukacja to spisek rządu mający na celu odciągnięcie ludzi od Boga. To dlatego Westoverowie nie posyłali dzieci do szkół, ani nie korzystali z pomocy lekarskiej, nie stosowali leków. Nawet kiedy wielokrotnie groziło im śmiertelne niebezpieczeństwo, ojciec odmawiał przyjazdu karetki.  Paranoja i fundamentalizm ojca, odebrały autorce szanse na normalne dzieciństwo. To dzięki jednemu ze starszych braci nieśmiało pomyślała o podjęciu nauki w publicznej szkole. Do 10. roku życia jedynym przedmiotem, którego systematycznie się uczyła był alfabet Morse'a, dlatego musiała włożyć sporo wysiłku, by opanować materiał i zdać egzamin do college'u. Miała wtedy 17 lat. Ostatecznie Tara Westover zdobyła dyplom licencjacki, otrzymała Gates Cambridge Scholarship, tytuł magistra w Trinity College w Cambridge. Gościnnie przebywała także na Uniwersytecie Harvarda. W końcu, w 2014 roku otrzymała stopień doktora w dziedzinie historii.

„Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” to powieść o wyzwoleniu. Książka piękna, wzruszająca, ale również szokująca, wręcz wstrząsająca. Wielokrotnie odkładałam książkę, aby zaczerpnąć oddechu i otrząsnąć się z nagromadzonych we mnie emocji. Nie mogłam uwierzyć, że zdarza się tak, że dziecko nie ma możliwości edukacji. Współcześnie młode pokolenie traktuje chodzenie do szkoły jako przykry obowiązek, mnie też często zdarza się narzekać na moje studia. Ta książka uświadomiła mi to, że powinnam docenić to, że mogę się kształcić i że nikt mi tego nie zabronił i że powinnam korzystać z możliwości samorozwoju i edukować się. Gorąco zachęcam do lektury. To książka, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego domu.

Recenzja Marii

Książka „Uwolniona. Jak wykształcenie odmieniło moje życie” przedstawia nam - tym, którzy od najmłodszych lat mają możliwość edukacji - jak wygląda świat człowieka, który dopiero w wieku 17 lat ma styczność  z nią pierwszy raz. Jest to wspaniała opowieść, dzięki której możemy poznać dość nietypowy sposób wychowania oraz kulturę ludzi o wierzeniach dość rzadko spotykanych w dzisiejszych czasach. To niesamowita i bardzo ciekawa historia, która poruszy wszystkich i pokaże świat z całkiem innej perspektywy.

Zobacz także: Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały „Seksuolożki. Sekrety gabinetów” autorstwa Marty Szarejko