Ale nawet bardziej dlatego, że – biorąc pod uwagę jej patologiczną niewierność muzycznym stylom – za rok może już brzmieć kompletnie inaczej. Albo nie brzmieć w ogóle, jeśli faktycznie poświęci się branży kulinarnej (a odgraża się już od jakiegoś czasu). Kelis wystąpi 11 września w warszawskim klubie ISKRA Pole Mokotowskie. Niech tych pięć piosenek zmotywuje cię, żeby pchać się do pierwszego rzędu. Bo to jej najlepsze.

WYGRAJ BILET NA KONCERT KELIS >>>

Bossy

Mówione intro wyjaśnia fenomen Kelis. “Nie musisz mnie kochać, nie musisz mnie lubić, ale będziesz mnie szanować”. Kelis zawsze była pyskatym bezczelem, ale tu tupet piłuje wyważona, choć świeża produkcja i refren, którym wpisała się w poczet klasyków współczesnego r'n'b. Faktycznie szefowa. Wie, jak rządzić na listach przebojów.

Jerk Ribs

Singiel z ostatnie dotychczasowej płyty Kelis, wydanego pond rok temu „Food”. Jedzenie w tytułach, wyznania w tekstach – wyszła gastronomiczna płyta o miłości i płyta o miłości do gastronomii jednocześnie. Promowała ją również kulinarnie. Na festiwal SXSW w Austin przyjechała foodtruckiem, z którego częstowała jedzeniem.

Mniej więcej też na wysokości tego albumu zaczęła coś przebąkiwać o końcu kariery muzycznej, o tym, że bardziej kręci ją teraz gotowanie i autorski program kulinarny. Żeby nie było, że to chwilowa fanaberia: Kelis jest dyplomowanym kucharzem, pięć lat temu skończyła kurs w elitarnej szkole Le Cordon Bleu. Dziś sprzedaje sosy (Bounty & Full Sauces) i przygotowuje się do premiery pierwszej w pełni samodzielnej (bo ma już na koncie współpracę) książki kucharskiej.

A co z przepisem na muzykę? „Food” to odświeżona receptura. Za brzmienie odpowiadał Dave Sitek, filar alternatywnego zespołu TV On The Radio i rozchwytywany producent. Wyszło co najmniej eklektycznie. Elektronika, soul, funk, jakieś trąbki i spokojniejszy, ale lekko chropowaty głos Kelis. Poziom masterchefa. Smacznego!

Acapella

Raz wykonała artystyczny zwrot, który podzielił publiczność. „Flesh Tone”, piąta płyta w dyskografii Kelis, całkowicie zrywa z jej wcześniejszym dorobkiem. R'n'b? Nuda. Dziewczyna zamarzyła o zostaniu królową klubowych parkietów i w asyście specjalnie wyselekcjonowanych producentów (David Guetta, Jean Baptoste, Boys Noize) nagrała taneczną płytę. Niektórzy pisali, że na taki ruch potrafi się porwać tylko prawdziwy geniusz. Inni doceniali koncept, ale kręcili nosem na poszczególne piosenki. Trzymam niestety z tymi ostatnimi. „Flesh Tone” to jedna z najsłabszych płyt Kelis. Ale za to promująca album „Acapella” to jednocześnie jeden z najlepszych numerów, pod jakimi się podpisała.

Milkshake

Kiedy singiel trafiał na listy przebojów (sierpień 2003), The Neptunes (producencki duet Pharrella Williamsa i Chada Hugo) już cieszyli się statusem nowych bogów produkcji. „Milkshake” potwierdziło, że większych wizjonerów nie ma. To oni sprawili, że komercyjna, czysto użytkowa muzyka była jednocześnie tą najbardziej wywrotową. Coś się działo. Zresztą od premiery singla minęło 12 lat, a „Milkshake” wciąż brzmi świeżo.

Caught Out There

Ciarki. Jakaś wkurzona laska z burzą kolorowych loków wrzeszczy jak opętana, jakby przesadziła z kofeiną. Kiedy inne nagrywały nijakie, bezpieczne, asekuracyjnie wyprodukowane pioseneczki o złamanych sercach, ona pojechała po bandzie. Z Kelis się nie zadziera. Nas też już to wie.

 

Obserwujesz już konto @Glamour Poland w Spotify?