Swego czasu opiniotwórcze media prychały, że z Beyonce taka feministka jak z COVIDA-19 sezonowa grypa, a źródłem tych prychań było przekonanie, że popkultura jest zbyt niepoważna i rozrywkowa, by mogła być platformą wymiany wartościowych idei. Śmiertelnie poważni ludzie jak zwykle nie mieli racji. Popkultura w ostatnich latach jeszcze bardziej uwrażliwiła się na kwestie społeczne, w tym problem nierównego traktowania płci. Rozrywka wciąż pozostaje rozrywką, ale nabrała edukacyjnego charakteru, stoi za nią konkretny światopogląd. Bo rozrywka coraz częściej wytyka palcem społeczne niesprawiedliwości, próbuje nie tylko komentować rzeczywistość, ale i ją naprawiać. Seriale są wyjątkowo mocnym potwierdzeniem, że społecznie zaangażowana popkultura istnieje i ma sens.
 

Pierwsza trójka seriali o równości

Takie „Wielkie kłamstewka” chwalono np. za to, jak w serialu zostało pokazane macierzyństwo, bo wśród bohaterek jest i matka, która próbuje godzić życie rodzinne z intensywnym życiem zawodowym, i taka, która zrezygnowała z kariery dla rodziny. Jest matka, która samodzielnie wychowuje dziecko, są matki z układu patchworkowego. Nie ma matki idealnej. „Wielkie kłamstewka” zrobiły też sporo dobrego, podważając sens stereotypowego myślenia o ofiarach przemocy domowej (wykształcone, atrakcyjne i zamożne kobiety też dotyka) czy stereotypowego myślenia o oprawcach (czarujący przystojniak w drogim garniturze też może być gwałcicielem). Przede wszystkim jednak „Wielkie kłamstewka” są serialem o potędze kobiecej solidarności.

Ten wątek wybrzmiewa równie mocno w „Sex Education”. Uwaga, spoilery: w pierwszym sezonie w scenie „It’s my vagina”, w drugim – gdy dziewczyny zbierają się, by towarzyszyć Amy w drodze do szkoły. Obie sceny są jednocześnie wzmacniającym i wzruszającym (płakałam na obu) przykładem siły siostrzeńskiego wsparcia w starciu z traumą przemocy seksualnej (tak, szydera z cudzych narządów to też przemoc seksualna).

W czołówce feministycznych seriali oczywiście musi się znaleźć „Opowieść Podręcznej” ze swoją mroczną i przerażająco prawdopodobną wizją rzeczywistości, w której kobieta nie ma żadnych praw, choć to też historia o słusznej walce z opresyjnym patriarchatem. Niemniej wszystkie trzy – „Wielkie kłamstewka”, „Sex Education” i „Opowieść Podręcznej” – to seriale znane, zasięgowe i wypromowane, ale tych z mocnym prokobiecym, równościowym przekazem jest znacznie więcej.

 

Cała (zabawna) prawda o macierzyństwie

Mam wrażenie, że Netflix zaczął promować ten serial, gdy produkcja wyrobiła już sobie oglądalność bez promocji, organicznie. Wcześniej trzeba było się trochę naklikać, żeby algorytm zachęcił do obejrzenia „Pracujących mam” („Workin’ Moms”). A jest to złoto. Kanadyjska produkcja trafiła na Netfliksa z początkiem ubiegłego roku (w kanadyjskiej telewizji serial debiutował dwa lata wcześniej). „Pracujące mamy” to, jak wskazuje jednoznaczny tytuł, serial o matkach, które gimnastykują się, by rodzina nie pogrążyła im karier i odwrotnie – by kariera nie doprowadziła do rozpadu rodziny. Nie ma tu przyzwolenia na konserwatywne myślenie, że macierzyństwo jest szczytem marzeń każdej kobiety, jej społeczną powinnością i jedyną formą stuprocentowego spełnienia. Można mieć i dzieci, i ambicje. Ważne: „Pracujące mamy” to serial komediowy. Wróć, to świetny serial komediowy.

Netflix: czerwiec 2020. Nowe seriale i filmy, które warto obejrzeć
 

Fantazja erotyczna, która wyzwala

Sama powątpiewałam w feminizm tej historii. Na pierwszy rzut oka „I Love Dick” – serial luźno inspirowany kultową książką o tym samym tytule – to nic więcej jak pretensjonalne lamenty uprzywilejowanych białych ludzi. Podobnie zresztą jak książka. Otóż nie. Główna bohaterka Chris (w tej roli kapitalna Kathryn Hahn), artystka w stanie spoczynku, przeprowadza się wspólnie z mężem do Teksasu, gdy ten – wykładowca akademicki – dostaje tam pracę. W Teksasie poznają słynnego rzeźbiarza, również wykładowcę, który w kobiecie uruchamia obsesyjne, wręcz wyniszczające pożądanie. Początkowo fantazje erotyczne o rzeźbiarzu w kowbojskiej stylizacji (cudowna perwersja) poprawiają relacje małżeńskie. Ostatecznie jednak ratują życie Chris, która kompletnie zapomniała o sobie, wyjechała za mężem, a jej ambicje i intelekt nie były traktowane poważnie tylko dlatego, że jest kobietą. W fantazji erotycznej o aroganckim kowboju emancypuje się, odzyskuje niezależność. „I Love Dick” można oglądać w Amazon Prime Video. Zachęcę jeszcze informacją, że Dicka gra, i robi to wyśmienicie, Kevin Bacon.
 

Nie umniejszaj mniejszości

Gdy startował pierwszy sezon tego serialu, produkcję reklamowano jako afroamerykańską odpowiedź na białe „Dziewczyny” Leny Dunham. „Niepewne” to faktycznie mocny głos czarnoskórej mniejszości, opowieść o kulturze, w której stereotypy płciowe i podwójne standardy działają tak samo mocno, jeśli nie mocniej. W lekkiej komediowej formie Issa Rae, autorka serialu i odtwórczyni głównej roli, szuka odpowiedzi, jak pielęgnować tradycję, w której się wywodzi, ale też funkcjonować w niej na własnych zasadach, jako silna, niezależna, ambitna młoda kobieta. Głównie to jednak celebracja kobiecej przyjaźni, która przetrwa wszystko: kryzysy w związkach, dramaty w pracy, a nawet bardzo niefortunny wyjazd na Coachellę. Do zobaczenia w HBO GO.

Zobacz także:
Powieści, poradniki, biografie: najciekawsze nowości książkowe poleca Angelika Kucińska, szefowa działu Kultura magazynu Glamour