Kiedy dostaliśmy wybór, na który z warszawskich koncertów Dawida Podsiadły w ramach jego Małomiasteczkowej Trasy chcemy się wybrać, oczywistym było, że na ten pierwszy. Mimo, że pierwsi tak naprawdę już nie byliśmy, bo Dawid wystąpił wcześniej przecież w Katowicach, we Wrocławiu, w Krakowie czy w Gdańsku. Nie mogliśmy jednak odmówić sobie przyjemności, by premierowo sprawdzić, co artysta przygotował akurat dla warszawskiej publiczności, dla której w sumie zagra aż cztery występy. W sobotę, 8 grudnia, mieliśmy okazję zobaczyć, co oznacza „wyprzedany Torwar”, bo tuż przed 20:30, czyli na kiedy zaplanowano koncert, kolejka przed budynkiem prowadząca na płytę, wydawała się nie mieć końca. Choć mogliśmy ją szczęśliwie ominąć (tak, właśnie w takich momentach szczególnie doceniamy swoją pracę), z kolejką do szatni już nie poszło tak łatwo. Bo na koncert Dawida przyszły tłumy. Osoby w każdym wieku, w większych i mniejszych grupach, tacy, którzy znają go tylko z Małomiasteczkowegoi ci kibicujący mu od początków jego działalności, jako członka Curly Heads. Dało się to zauważyć już na sali, naprawdę wypełnionej po brzegi, gdzie niektórzy znali na pamięć każdy tekst, a inni uaktywnili się, kiedy ze sceny wybrzmiał numer Nie ma fal. Ale czy to naprawdę istotne, na ile publiczność Dawida na wczorajszym koncercie mogła pochwalić się znajomością jego repertuaru? Nie, bo zdecydowanie bardziej warto skupić się na fenomenie chłopaka, który wygrał kiedyś jeden z popularnych talent show, nagrał naprawdę niezłe dwa albumy – Comfort and Happiness (2013) i Annoyance and Disappoinment (2015), a potem zrobił sobie przerwę, by powrócić z przewietrzoną głową oraz z mocno odświeżonym materiałem i stać się jednym z najpopularniejszych artystów w Polsce. Nie tracąc przy tym swojego luzu, młodzieńczego uroku i udowadniając, że wygrana komercyjnego programu wcale nie wróży krótkotrwałej kariery, a potrzeba zdystansowania się do egzystowania w niełatwej branży, wychodzi na dobre. Nawet bardzo.

Pierwszy warszawski koncert Dawida Podsiadły w ramach Małomiasteczkowej Trasy to uczta dla ucha i dla oka. I pozytywny seans terapeutyczny! 

Jak już wspomnieliśmy, warszawska publiczność podczas pierwszego warszawskiego koncertu Dawida Podsiadły w tym roku, mogła usłyszeć zarówno materiał z jego najnowszego krążka Małomiasteczkowy, który ukazał się 19 października, a kilka dni po premierze już miał status platynowej płyty, czyli takie utwory, jak Dżins, LIS, Najnowszy klip, Trofea, Nie ma fal czy oczywiście Małomiasteczkowy, jak również jego nieco starsze kawałki. Ale w takich aranżacjach, z jakimi jeszcze nie mieliśmy do czynienia. I właśnie tym sposobem Nieznajomy, czyli jeden z pierwszych utworów zagranych przed Dawida na żywo w jego karierze, a także Trójkąty i kwadraty zyskały nieco bardziej rockowo-alternatywnego sznytu. Podsiadło pokusił się na Torwarze również o dwa covery – jeden słuchaczom bardzo dobrze znany w wersji Dawida, czyli numer Bóg z repertuaru T.Love, a także Tamagotchi duetu  Taconafide z imponującymi wizualizacjami w tle. Tych nie zabrakło praktycznie przez cały koncert, a wszystkie animacje, jak i efekty świetlnie w efektowny sposób oddawały to, co Podsiadło w danym momencie serwował publiczności z set listy. W przerwach 25-latek (który swoją drogą, wyglądał wczoraj, jak żywcem wyjęty z serialu Beverly Hills, 90210 - Dawid, już wiemy, skąd ten Dylan w nicku na Instagramie!) zagadywał publiczność, apelował też o to, żeby „nie bić się” - bo pod sceną w pewnym momencie ewidentnie zrobiło się za ciasno i jak się okazało, trochę niebezpiecznie. Ale też zechciał publiczność wzruszyć i rozśmieszyć krótkimi wypowiedziami tajemniczych bohaterów, wyświetlających się na ekranach. Owi tajemniczy bohaterowie dzielili się swoimi przemyślaniami na temat miłości i procesu, jaki wiąże się z tym uczuciem, począwszy od momentu zakochania po rozstanie spowodowane różnymi czynnikami. To utwierdziło nas w przekonaniu, że Małomiasteczkowy to album opowiadający m.in. właśnie o tej pięknej, ale nie zawsze łatwej relacji. A także, że trzeci krążek Dawida Podsiadły to materiał bardzo przemyślany i dojrzały, zarówno od strony muzycznej, jak i tekstowej.

Nowa płyta Dawida Podsiadło „Małomiasteczkowy”. Artysta sprzedaje swój album w kiosku w centrum Warszawy! >>>

Dawid jest teraz trochę artystą, czy tego chce czy nie, którego wypada znać, i na którego koncert wypada pójść. Ale nie sądzimy, żeby mu to przeszkadzało i sprawiało większy problem. Strach przed próbą przypięcia mu łatki ładnego i zabawnego chłopca, śpiewającego fajne, momentami skoczne, a niekiedy dziwne piosenki (na przykład, których tekst składa się z pociętych sylab) raczej mu nie grozi, co świetnie było widać wczoraj. Podsiadło wydaje się być szczerze onieśmielony widokiem pełnej sali (a Torwar, jak wiecie bądź nie, wypełniony po brzegi ludźmi naprawdę robi wrażenie), pozostając w tym wszystkim skromnym muzykiem, wychodzącym na scenę przede wszystkim po to, by wykonać swoje kawałki i dobrze się przy tym bawić (z czym niektórzy, zwłaszcza rodzimi artyści, ciągle mają duży problem). I jeżeli to właśnie tu objawia się ta „małomiasteczkowość” Dawida, to sugerujemy, żeby każdy próbował poszukać jej w sobie. Gwarantujemy, że dobrze Wam to zrobi.