Pewnego razu… w Hollywood to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. Dziewiąty obraz w karierzeQuentina Tarantino zadebiutował podczas tegorocznego festiwalu w Cannes, gdzie amerykański reżyser prosił wszystkich, którzy pojawili się na seansie, by powstrzymywali się od spoilerów i nie rozsiewali ich w sieci. I my również nie zamierzamy zbyt wiele Wam zdradzać, abyście sami mogli przekonać się, dlaczego Tarantino tak bardzo zależało na utrzymaniu fabuły w tajemnicy. A by jeszcze bardziej Was zachęcić do pójścia do kina, co możecie uczynić już dziś, podajemy 5 powodów, dla których Pewnego razu… w Hollywood to absolutny must see!

1. Quentin Tarantino

Jeden z najwybitniejszych żyjących reżyserów to pierwszy i najważniejszy argument przemawiający za tym, by udać się do kina na jego najnowszy film. Jeżeli ktoś nie widział Wściekłych psów lub Pulp Fiction, ma duże zaległości, które czym prędzej powinien nadrobić, jeżeli chce z kimkolwiek dyskutować o kinie. I choć jedni go kochają, inni nienawidzą (na przykład z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne, jakie padły pod jego adresem), amerykański reżyser to marka sama w sobie. Przez lata swojej dotychczasowej twórczości zdążył wypracować sobie styl, którym próbowało inspirować się wielu filmowców. Ale nikt nie potrafi pokazać przemocy, tryskającej po ścianach krwi i walających się po podłodze ludzkich wnętrzności tak, jak Quentin Tarantino. 

Zobacz także: Filmy, na które warto iść do kina w sierpniu

2. Obsada: Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Margot Robbie i... 

Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Margot Robbie, Al Pacino, Emilie Hirsch, Dakota Fanning, Timothy Olyphant czy zmarły tuż przed premierą filmu Luke Perry, to bardzo wysoko podniesiona aktorska poprzeczka. Ale mając za trenera tak wybitnego reżysera jak Tarantino, nie było szans, żeby ktoś z nich się pogubił czy odstawał od reszty. Jak przyznał ostatnio w wywiadzie jeden z aktorów, przychodząc na plan do kogoś takiego, nikt nie czeka na jego wskazówki i rady, bo wie, jak robić swoje. W innym przypadku po prostu nie grałby u Tarantino.

3. Rafał Zawierucha!

Powyższa wypowiedź to słowa Rafała Zawieruchy, bez wątpienia zasługującego na osobny akapit. O tym urodzonym w Kielcach 32-letniem aktorze jeszcze do niedawna słyszało raczej niewielu. Wśród nich na pewno ci, którzy kojarzyli go z ról w serialach Przepis na życie i Przyjaciółki czy w głośnych Bogach Łukasza Palkowskiego. Dzisiaj nazwisko Zawierucha od razu kojarzy się wszystkim z Tarantino, u którego polski aktor miał okazję wcielić się w innego wybitnego reżysera, Romana Polańskiego. A teraz musimy rozczarować wszystkich wierzących plotkom i święcie przekonanych, że Polaka wycięto z Pewnego razu… w Hollywood - otóż nie, nie wycięto. Zawierucha pojawia się na ekranie nawet kilka razy. To duży sukces polskiego aktora, a dla nas zdecydowanie powód do dumy.

4. Ścieżka dźwiękowa 

Kto obejrzał choć kilka filmów Quentina Tarantino wie, jak ważna dla reżysera jest ścieżka dźwiękowa. Tarantino ma wyjątkową umiejętność dobierania utworów do swoich filmów w taki sposób, że gdy usłyszymy je w innych okolicznościach, automatycznie skojarzymy z jego twórczością. Przykład? Gdy na ulicy lub w autobusie komuś zadzwoni telefon i zamiast tradycyjnego dzwonka ma ustawiony charakterystyczny melodyjny gwizd, przed oczami od razu mamy waleczną Pannę Młodą aka Czarną Mambę (czyli Umę Thurman w filmie Kill Bill). W Pewnego razu.. w Hollywood lecą kawałki takich wykonawców, jak Deep Purple, Simon & Garfunkel czy Neil Diamond.

Zobacz także: Emilia Clarke zagra w świątecznej komedii romantycznej „Last Christmas”! Zobaczcie zwiastun

5. Hollywood lat 60.

O tym, jak ogromnym sentymentem Quentin Tarantino darzy stare, dobre Hollywood, można się przekonać, oglądając Django czy Nienawistną ósemkę. Te dwa tytuły to ukłon reżysera w stronę westernów, których we współczesnym kinie jest jak na lekarstwo. Tym razem Tarantino wziął na warsztat lata 60., a ich klimat w Pewnego razu… w Hollywood da się wyczuć już po samym zwiastunie. Filmowiec zadbał o najmniejsze szczegóły, począwszy od karmy dla psów, po telewizyjne reklamy czy radiowe dżingle. Poza tym nawiązał to jednego z najgłośniejszych wydarzeń, jakie wstrząsnęło ówczesnym show-biznesem, czyli ataku dokonanego przez sektę Charlesa Mansona na posiadłość Romana Polańskiego i Sharon Tate. W jego wyniku zginęła nie tylko żona polskiego reżysera, będąca wtedy w 9. miesiącu ciąży, ale również ich znajomi - Wojciech Frykowski, Abigail Folger i Jay Sebring. Jak Quentin Tarantino odniósł się do tej tragedii w swoim najnowszym filmie? Sprawdźcie sami.