Serial roku 2019: „Sex Education”

Pozycja obowiązkowa. Spieszcie się oglądać, zanim zakażą. Brytyjska produkcja Netfliksa to serial, który spokojnie mógłby – a nawet powinien – zastąpić absurdalne podręczniki do WDŻ. Niby rzecz skupia się na nastolatkach, ich problemach w relacjach, strachu przed inicjacją seksualną, ale „Sex Education” to serial, z którego równie wiele mogą wynieść dorośli. Rozpiętość tematów imponuje: od masturbacji, przez niechcianą ciążę, po tożsamość psychoseksualną. „Sex Education” to oczywiście serial rozrywkowy, ale stworzony w zgodzie z przykazaniami Światowej Organizacji Zdrowia. I za to szacunek!

Netflix

Drugi serial roku 2019: „Euforia”

Temat ten sam, co w przypadku serialu wyżej: nastolatki i seks. Tyle że podejście zupełnie inne. To „Sex Education” snuje optymistycznie mądrą wizję świata (chcielibyśmy, żeby tak było), to „Euforia” pokazuje świat w jego realistycznie mrocznym wydaniu (boimy się, że tak naprawdę jest). Seks w „Euforii” to seks brutalny, pełen nadużyć, przekroczeń, antykobiecy, jak w typowym internetowym porno. Ale to też serial o potrzebie bliskości i akceptacji. I, nie zapominajmy, ze świetną, absolutnie hipnotyzującą Zendayą w roli głównej. 

HBO

Zobacz także: Najpopularniejsze seriale i filmy Netflixa 2019 roku. Te tytuły warto nadrobić!

Książka roku 2019: „Asymetria”, Lisa Halliday

W Stanach Zjednoczonych pierwsza powieść Lisy Halliday została uznana za literacki fenomen już w 2018 r., polskie wydanie książki ukazało się jednak dopiero latem 2019 r. Dwie różne historie, których z pozoru nic nie łączy. Pierwsza to opowieść o dwudziestokilkuletniej Alice, pracownicy wydawnictwa, i jej związku z dużo starszym, uznanym pisarzem. Uczennica i mentor. Ona daje mu seks. On podsuwa jej lektury i spłaca studencki kredyt. Halliday opisuje ten romans bez ocen i nieznośnych morałów. Druga część książki to z kolei opowieść o Amarze, ekonomiście z podwójnym obywatelstwem, amerykańskim i irackim, który zostaje zatrzymany na lotnisku w Londynie, na serię przesłuchań. „Asymetria” jest powieścią przede wszystkim o tym, czy umiemy się zrozumieć i dogadać w nierównych układał sił: gdy dzieli nas wiek, status społeczny, pochodzenie, wreszcie gdy jednostka ściera się z władzą. Najlepsze, co można było przeczytać w 2019 r.

Wydawnictwo Literackie

Druga książka roku 2019: „Mój rok relaksu i odpoczynku”, Otessa Moshfegh

Nieznośnie pretensjonalna, ale i cudownie dekadencka powieść. Główna bohaterka jest atrakcyjna, zamożna i wykształcona. Mieszka w bogatej dzielnicy Nowego Jorku, żyje ze spadku po rodzicach, nic nie musi. Niczego też nie chce. Poza rokiem hibernacji. Na 12 miesięcy postanawia wyłączyć się z życia. Wychodzi z domu tylko po to, by kupić kawę i zdobyć recepty na kolejne środki nasenne i uspokajające. Zamarzyliście właśnie o funduszu na bezwstydne przespanie całego roku? Nie tak prędko. „Mój rok relaksu i odpoczynku” Otessy Moshfegh nie jest poradnikiem, jak skutecznie oddać się bezrefleksyjnej labie. To książka o nieporadnej walce z żałobą, samotnością i depresją. Rusza.

Wydawnictwo Pauza

Zobacz także: TOP 5: Książki, które warto przeczytać przed trzydziestką

Płyta roku 2019: „Igor”, Tyler, The Creator

Jeszcze kilka lat temu to Kanye West był największym innowatorem w mainstreamowym rapie. W 2019 r. Ye zaczął jednak potwornie przynudzać (wyłączając jego profil na Twitterze, tam wciąż jest zabawnie). Szczęśliwie na jego miejsce – i nie ma tu wielkiego zaskoczenia – wskoczył Tyler, The Creator. Z narwanego dzieciaka, który straszył agresywnymi tekstami (byli tacy, co się bardzo bali) wyrósł na świadomego, piekielnie błyskotliwego twórcę hip-hopu. Mało który raper pozwala sobie na taki emocjonalny striptiz jak on. Mało który jest tak dobry w słowne rebusy. „Igor” to płyta gigantycznej wyobraźni i odwagi, by przekraczać gatunkowe i emocjonalne granice hip-hopu. Uwaga, Tyler, The Creator wystąpi na Orange Warsaw Festival 2020. I zapewniam, że będzie to znakomity koncert.

Columbia Records

Polska płyta roku 2019: „Młodość”, Ralph Kaminski

Nie dajcie się zwieść tytułowi, który sugeruje beztroskę. Ta płyta to niezły mrok. Ralph Kaminski potrafi balansować na granicy przesady i ascezy. Nie boi się rozmachu, egzaltacji, ale wie, gdzie wyhamować. Brzmi jednocześnie retro i współcześnie. Krzyżuje pop – przebojowy i uniwersalny – z muzyką filmową i poezją śpiewaną. I jak on śpiewa! Piękny album, ładniejszego w tym roku w Polsce nie nagrano. 

FONOBO Label

Film roku 2019: „Joker”

Raczej bez niespodzianki. Mocniejszego kandydata do tytułu filmu roku nie było. Genialne, intensywne psychologiczne studium szaleństwa. Kilka lat temu Heath Ledger zagrał Jokera tak, że nikt nie podejrzewał, że można lepiej, albo przynajmniej równie dobrze. Jared Leto się wyłożył. Joaquin Phoenix dźwignął. Doskonały w każdym geście, ruchu, spojrzeniu. Jest jednocześnie przerażający i poczciwy, intensywny i kruchy, raz się go boisz, raz mu współczujesz. Oscar!

Zobacz także: Joaquin Phoenix - 5 ról, za które go pokochacie

Debiut (na salonach) roku 2019: Lizzo

Ta dziewczyna długo i zawzięcie walczyła, żeby ją zauważono. „Wyrzucałam moją muzykę na świat i nic. Jak drzewo, które pada i nie wydaje przy tym nawet dźwięku. Myślałam, że jeśli przestanę nagrywać płyty, to i tak nikogo to nie obejdzie” – mówiła w wywiadzie dla amerykańskiego „Elle”. Lizzo zadebiutowała sześć lat temu, ale jej dwie pierwsze płyty przeszły niemal niezauważone, a gdy ruszała w trasę koncertową, nikt nie był się o bilety. Można debiutować dwa razy? W 2019 r. Lizzo pierwszy raz pojawiła się w czołówkach list przebojów i okładkach magazynów. Wystąpiła na festiwalu Coachella, zgarnęła dwie statuetki MTV Music Awards, wydała płytę „Cuz I Love You” i zagrała w filmie „Ślicznotki”, obok Cardi B, Lili Reinhart i Jennifer Lopez. I przy okazji została pierwszą damą ruchu body positive. 

Getty Images

Dziewczyna roku 2019: Miley Cyrus

Jeśli można jej coś w tym roku zarzucić to tylko, że obiecała trylogię EP-ek, a ostatecznie kazała najeść się jednym minialbumem. Ale za to jakim! Na wydanym z zaskoczenia „She Is Coming” Miley Cyrus sprawnie połączyła swoje fascynacje romantyczną muzyką country i buzującym od seksu hip-hopem. Po raz kolejny dowiodła, że potrafi być jednocześnie subtelna i wyuzdana. A gdy media i pół internetu analizowało perturbacje w życiu prywatnym Cyrus, ta z klasą odpierała ataki. To Miley Cyrus, a nie Beyonce, jest dziś najbardziej cool feministką w muzyce pop. Zresztą co tu dużo gadać. To był jej rok, bo nagrała piosenkę o tym, że kocha swoją cipkę. Bierzcie przykład, dziewczęta. 

Pytanie roku 2019: Czy Hopper przeżył?

Przepraszam, będzie spoiler. Finał trzeciego sezonu „Stranger Things” sparaliżował fanów serialu. Czy ktoś wyobraża sobie produkcję bez tego słodkiego gbura? Ja nie!

Zobacz także: Podsumowanie 2019 roku: 10 rzeczy, którymi żył świat mody