W Polsce stan edukacji seksualnej mamy żałosny. Kiedy dołożymy do tego krzywdzące stereotypy i wstyd, w którym jesteśmy wychowywane, to się okazuje, że niestety wiele z nas nie zna swojego ciała, jego potrzeb, nie pozwala sobie na przyjemność, uważa, że na nią nie zasługuje lub nie wie, jak jej sobie dostarczyć. Godzimy się na orgasm gap, uprawiamy seks, zaciskając zęby i zapominając o naszej rozkoszy. Do czasu. Aż odkryjemy, że faktycznie drzemie w nas orgazmiczny potencjał. Aż poczujemy, że nasze ciała są wystarczająco dobre i możemy dzięki nim przeżyć coś niesamowitego. To zwykle jest moment przełomowy, po którym już nic nie jest już takie samo. Otwieramy się na seksualność, zaczynamy rozwijać w tej sferze, szukać nowości, eksplorować erotyczną wyobraźnię... I już nie godzimy się na kiepski seks! Uprawiamy go na własnych warunkach i dopominamy się o naszą przyjemność. 

Lelo Sona - najlepiej sprzedający się gadżet erotyczny

Okazuje się, że dla wielu z nas takim momentem jest doświadczenie rozkoszy, którą zafundujemy sobie same. Bo kiedy nikt nas nie ocenia czy też nie stresujemy się potencjalną oceną, kiedy uda nam się wyłączyć uwewnętrznioną społeczną cenzurę, wpajany nam wstyd, kiedy skupimy się tylko na tym, co tu i teraz, na odczuwaniu, to zdecydowanie łatwiej nam odlecieć, wejść na szczyt rozkoszy, osiągnąć jak najwyższą satysfakcję. Techniki masturbacji są oczywiście różne, warto je testować, zmieniać, bo nowości działają pobudzająco. Bez wątpienia też pomocne są dziś coraz bardziej zaawansowane technologicznie gadżety erotyczne - ładne i skuteczne. Jednym z nich, zdecydowanie wyróżniającym się w tej kategorii, jest Sona, czyli soniczny masażer łechtaczki szwedzkiej marki Lelo.

Wykonana z niezwykle przyjemnego w dotyku, aksamitnego silikonu (bezpiecznego dla ciała) Sona doskonale leży w dłoni i zapewnia niesamowitą rozkosz. I to nie tylko moje zdanie! Moje przyjaciółki i znajome, które miały kiedykolwiek do czynienia z Soną, zgodnie mówią, że jest to game changer! Że wreszcie przeżywają dzięki niej orgazmy lub ich orgazmy stały się niemal kosmiczne. Z tym łechtaczkowym masażerem mogą szybko rozładować napięcie lub zapewnić sobie długą sesję samomiłości (kilka trybów i stopniowalna moc Sony dają nam spore pole do popisu), doceniły wreszcie łechtaczkę czy też znalazły idealny sposób jej stymulacji, poprawił się ich seks partnerski (bo znają swoje potrzeby lub/i włączyły Sonę do wspólnej zabawy), czują, że dbają o swój dobrostan, zrozumiały, czym jest prawdziwa rozkosz... I wiele, wiele tym podobnych głosów.

Cóż, nic chyba zatem dziwnego, że Sona to od kilku lat bestseller a dziewczyny twierdzą, że powinna być refundowana, przepisywana na receptę, że to świetny prezent dla samej siebie, jak i innej osoby wyposażonej w łechtaczkę.

Lelo Sona - jak działa

Sona, Sona 2 czy Sona Cruise - bo tego genialnego masażera jest już kilka wersji, choć według mnie już ta pierwsza potrafi nas wystrzelić w kosmos - oparte są na technologii SenSonic. Chodzi tu o fale soniczne, dźwiękowe, które zapewniają rytmiczne pulsowanie, które rozchodzi się od żołędzi naszej łechtaczki w jej głąb, rozwibrowuje nasze ciało, przynosząc rozkosz. Najprościej porównać to do tego uczucia, kiedy stoimy na koncercie na przykład przy głośniku i fale dźwiękowe o dużej mocy przeszywają całe nasze ciało. Aż mamy ciarki!

Łechtaczka w roli głównej 

Podobnie działa Sona, która stworzona została z myślą o fantastycznym organie, jedynym takim, którego funkcją jest dostarczanie nam rozkoszy. Mowa oczywiście o łechtaczce a Lelo Sona to masażer łechtaczkowy. A łechtaczka to prawdziwa gwiazda, która wreszcie ma swój czas, po latach, ba - po wiekach przemilczeń lub prześladowań, zostaje doceniona i wychodzi dosłownie na światło dzienne.

Sporo w tym zasługi australijskiej urolożki, doktor Helen O'Connell, która ze swoim zespołem w 1998 roku (dopiero!!!) zbadała dokładnie clitoris jako jedna z pierwszych. Okazało się, że łechtaczka jest niesamowicie unerwiona, ma przynajmniej 8 tysięcy zakończeń nerwowych (o ile nie więcej) na stosunkowo małej powierzchni, więc jej stymulacja może szybko doprowadzić na szczyt czy też przynieść nam niesamowitą przyjemność. Trzeba tu naturalnie podkreślić, że istotne jak zwykle są nasze indywidualne preferencje, ale różne badania wyraźnie pokazują, że ponad 70% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, by przeżyć orgazm. Szczęśliwie więc możemy obecnie znaleźć gadżety takie jak Sona, które są dedykowane naszym łechtaczkom! 

Zobacz także:

Lelo Sona - jak używać

Masażer Sona szwedzkiej marki Lelo jest dość intuicyjny i wygodny w użytkowaniu. Istotne jest, by przed jego użyciem, podobnie jak w przypadku innych erotycznych gadżetów, użyć lubrykantu. To bardzo ważne, bo pomaga uniknąć dyskomfortu, otarć itp. Po prostu zwiększa przyjemność i bezpieczeństwo naszych seksualnych poczynań. W tym przypadku producent rekomenduje lubrykant na bazie wody.

Co dalej? Wybieramy wygodną pozycję, obejmujemy ustnikiem Sony łechtaczkę, a w zasadzie jej zewnętrzną część, czyli żołądź, i przystępujemy do działania! Urządzenie ma kilka różnych opcji działania, więc ustawmy najbardziej nam odpowiadający rodzaj i moc. Oczywiście łechtaczki zwykle lubią zmiany, raz wolniej, raz szybciej, słabiej, mocniej. Dlatego dobrze jest zmieniać ustawienia. Na szczęście można to zrobić bez większego problemu, pozostawiając wciąż Sonę w pobliżu łechtaczki. Masażer Lelo jest wodoodporny, to już dziś praktycznie standard. Możecie go więc wziąć do wanny, pod prysznic czy do jacuzzi, jeśli chcecie. Sonę ładuje się przez kabel USB, który jest w zestawie. Do tego też otrzymujemy mały, czarny woreczek, w którym możemy przechowywać gadżet. Pamiętajmy też o czyszczeniu go po każdym użyciu. 

Lelo Sona - recenzje

Jak wspominałam, z Soną łatwo odlecieć. To zdecydowanie masażer o wysokim potencjale orgazmicznym. Używając go, słuchajmy siebie, swojego ciała, dostosowujmy moc urządzenia do swoich preferencji, potrzeb. Zdecydowanie Sona choć nie jest najtańsza (ale też nie najdroższa, jest gdzieś tak po środku), to warta swojej ceny, jak mówi wiele osób, które miały okazję ją testować. Wielki plus za design, wygodę i łatwość użytkowania, skuteczność. Do minusów zalicza się między innymi głośność urządzenia. Niektóre osoby mają też obawy, że może być im trudno przeżyć orgazm na inne sposoby, kiedy zaczną stosować Sonę. Cóż, to znowu kwestia dość indywidualna, jednak pamiętajmy, że aby przeżyć orgazm liczy się nie tylko sama stymulacja, konkretna technika, lecz także kontekst sytuacji, nasze samopoczucie danego dnia. Zresztą więcej na ten temat pisałam w jednym z moich ulubionych tekstów: Orgazmiczne skarpetki albo co zrobić, aby przeżyć orgazm. Na pewno jednak Sona potrafi wiele zmienić w życiu seksualnym, przynieść nam przyjemność, odmienić spojrzenie na seks, w tym seks solo, własne ciało, ośmielić do eksplorowania cielesności i seksualności. Dlatego pochwalne recenzje na temat tego urządzenia naprawdę nie są przesadzone. Ale o tym najlepiej przekonać się na własnej skórze. A w zasadzie - łechtaczce.